Jednym z najbardziej rozpoznawalnych znakow Atlanty jest potocznie zwane muzeum Coca-Coli a wlasciwie "WORLD OF COCA COLA".
W koncu, bedac 16 miesiecy w Atlancie odwiedzilam owe miejsce (post pisany z ponad miesiecznym opoznieniem :) )
Bilety sa stosunkowo tanie, bo $16 nie mozna nazwac jakas wygórowana kwotą ;)
Historia tego najbardziej rozpoznawalnego na swiecie napoju jest raczej powszechnie znana,ale chetnie przytocze jej skrocona wersje.
Pierwsza receptura na bazie orzechow koli i lisci koki zostala stworzona przez farmaceute z Atlanty, poczatkowo napoj byl sprzadawany jako lekarstwo lecz teraz napój z zmienioną receptura jest ogolnodostepny na calym swiecie.
Wycieczke po muzeum zaczyna sie od krotkiego opowiedzenia historii, wymienienia ważnych nazwisk i delektowania sie darmowa butelka Coli, ktora dostaje sie przy wejsciu.
Nastepnym przystankiem jest sala kinowa gdzie puszczony zostaje film "Moments of Happiness". Dziewczyna,ktora byla naszym przewodnikiem zazartowala czy wszyscy mamy chusteczki na wypadek uronienia lez podczas ogladania, lecz ja sarkastycznie pomyslalam tylko "no, na pewno bede plakac na filmie o napoju" ale... poplakalam sie! Moze nie do konca byl to placz ale wzruszylam sie az dwa razy i czulam kilka lez splywajacych po moich policzkach ;)
Po filmie przeszlismy do okraglego pomieszczenia ktore imitowalo szklanke a projektory i dzwieki sprawialy,ze szklanka sie napelniala, po to by na koniec tego mini pokazu zobaczyc sejf, w ktorym trzymana jest receptura CocaColi.
Nastepnym miejscem, do ktorego nas skierowali byla wystawa pokazujaca pierwsze ksztalty butelek, wyglad etykiet i to jak zmienialo sie logo, rozne reklamy czy nawet automaty w jakich mozna bylo dawno temu kupic butelke z napojem.
Kolejnym przystankiem bylo pomieszczenie,gdzie mozna bylo zobaczyc od poczatku do konca proces butelkowania napoju.
Z tego miejsca mielismy kilka mozliwosci co dalej: czekac na polarnego misia - maskotke CocaColi (nie czekalismy); isc do teatru 4D (mega polecam); isc na kolejna wystawe, taka dosc nowoczesna; wejsc do kolejnego teatru (nie weszlismy wiec nie wiem o czym byl film) badz pojsc do miejsca, gdzie mozna bylo probowac najrozniejsze smaki napojow z calego swiata, ktore zaraz przed gift shopem bylo ostatnim przystankiem.
Wracajac jeszcze do napojow - nasluchalam sie jaki to bede miala ogromny bol brzucha probujac chociaz czesci z tego, co jest oferowane no ale sprobowalam doslownie KAZDEGO napoju i zadnego bólu brzucha nie mialam ;) nie wiem czy mam zoladek ze stali czy to inni sa tak wrazliwi ;) Nie wiem tez czy to tylko z okazji okresu przedswiatecznego ale hostessy rozdawaly CocaCole o smak czekoladownym do sprobowania ;)
Ostatnim przystankiem, tak jak juz wczesniej wspomnialam, byl gift shop gdzie znalazlo sie wszystko z motywem, logiem, kolorem, ksztaltem CocaColi. Poczawszy od magnesow, breloczkow, koszulek, bluz, figurek, pluszakow w ksztalcie misia polarnego, otwieraczy do piwa, poprzez czapki, szaliki, rekawiczki, swiateczne ornamenty na choinke, deski do krojenia, szklanki, kubki, silikonowe akcesoria kuchenne az do pizam, skarpet, kapci domowych, ogromnych butelek z logiem (wielkosci okolo 1 metra), fartuszkow kuchennych, pomadek do ust o smaku i zapachu Coli, ramki do zdjec itd! Nie sposob wymienic wszystkiego, co bylo dostepne w sklepie.
Podsumowujac powiedzialabym, ze miejsce to nie jest czyms do czego chcialoby sie wracac w kazdy weekend ale jest to takie "must see" raz w swoim zyciu. Okreslilabym to jako interesujace doswiedczenie dla kazdego, nie tylko dla milosnikow tego "szczescia w plynie" ;)
zostawiam Wam kilka zdjec do obejrzenia a takze do uslyszenia!




























































