Pokazywanie postów oznaczonych etykietą georgia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą georgia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Wypad do "World of Coca-Cola"

 Jednym z najbardziej rozpoznawalnych znakow Atlanty jest potocznie zwane muzeum Coca-Coli a wlasciwie "WORLD OF COCA COLA". 
W koncu, bedac 16 miesiecy w Atlancie odwiedzilam owe miejsce (post pisany z ponad miesiecznym opoznieniem :) )
 Bilety sa stosunkowo tanie, bo $16 nie mozna nazwac jakas wygórowana kwotą ;)

Historia tego najbardziej rozpoznawalnego na swiecie napoju jest raczej powszechnie znana,ale chetnie przytocze jej skrocona wersje.
Pierwsza receptura na bazie orzechow koli i lisci koki zostala stworzona przez farmaceute z Atlanty, poczatkowo napoj byl sprzadawany jako lekarstwo lecz teraz napój z zmienioną receptura jest ogolnodostepny na calym swiecie.

Wycieczke po muzeum zaczyna sie od krotkiego opowiedzenia historii, wymienienia ważnych nazwisk i delektowania sie darmowa butelka Coli, ktora dostaje sie przy wejsciu. 
Nastepnym przystankiem jest sala kinowa gdzie puszczony zostaje film "Moments of Happiness". Dziewczyna,ktora byla naszym przewodnikiem zazartowala czy wszyscy mamy chusteczki na wypadek uronienia lez podczas ogladania, lecz ja sarkastycznie pomyslalam tylko "no, na pewno bede plakac na filmie o napoju" ale... poplakalam sie! Moze nie do konca byl to placz ale wzruszylam sie az dwa razy i czulam kilka lez splywajacych po moich policzkach ;)
Po filmie przeszlismy do okraglego pomieszczenia ktore imitowalo szklanke a projektory i dzwieki sprawialy,ze szklanka sie napelniala, po to by na koniec tego mini pokazu zobaczyc sejf, w ktorym trzymana jest receptura CocaColi. 
Nastepnym miejscem, do ktorego nas skierowali byla wystawa pokazujaca pierwsze ksztalty butelek, wyglad etykiet i to jak zmienialo sie logo, rozne reklamy czy nawet automaty w jakich mozna bylo dawno temu kupic butelke z napojem.
Kolejnym przystankiem bylo pomieszczenie,gdzie mozna bylo zobaczyc od poczatku do konca proces butelkowania napoju.
Z tego miejsca mielismy kilka mozliwosci co dalej: czekac na polarnego misia - maskotke CocaColi (nie czekalismy); isc do teatru 4D (mega polecam); isc na kolejna wystawe, taka dosc nowoczesna; wejsc do kolejnego teatru (nie weszlismy wiec nie wiem o czym byl film) badz pojsc do miejsca, gdzie mozna bylo probowac najrozniejsze smaki napojow z calego swiata, ktore zaraz przed gift shopem bylo ostatnim przystankiem. 
Wracajac jeszcze do napojow - nasluchalam sie jaki to bede miala ogromny bol brzucha probujac chociaz czesci z tego, co jest oferowane no ale sprobowalam doslownie KAZDEGO napoju i zadnego bólu brzucha nie mialam ;) nie wiem czy mam zoladek ze stali czy to inni sa tak wrazliwi ;) Nie wiem tez czy to tylko z okazji okresu przedswiatecznego ale hostessy rozdawaly CocaCole o smak czekoladownym do sprobowania ;)
Ostatnim przystankiem, tak jak juz wczesniej wspomnialam, byl gift shop gdzie znalazlo sie wszystko z motywem, logiem, kolorem, ksztaltem CocaColi. Poczawszy od magnesow, breloczkow, koszulek, bluz, figurek, pluszakow w ksztalcie misia polarnego, otwieraczy do piwa, poprzez czapki, szaliki, rekawiczki, swiateczne ornamenty na choinke, deski do krojenia, szklanki, kubki, silikonowe akcesoria kuchenne az do pizam, skarpet, kapci domowych, ogromnych butelek z logiem (wielkosci okolo 1 metra), fartuszkow kuchennych, pomadek do ust o smaku i zapachu Coli, ramki do zdjec itd! Nie sposob wymienic wszystkiego, co bylo dostepne w sklepie. 

Podsumowujac powiedzialabym, ze miejsce to nie jest czyms do czego chcialoby sie wracac w kazdy weekend ale jest to takie "must see" raz w swoim zyciu. Okreslilabym to jako interesujace doswiedczenie dla kazdego, nie tylko dla milosnikow tego "szczescia w plynie" ;)

zostawiam Wam kilka zdjec do obejrzenia a takze do uslyszenia!





















poniedziałek, 2 stycznia 2017

Szalenstwo Sylwestrowej Nocy!

Dzis zaczne od zlozenia Wam najlepszych noworocznych zyczen! 
By ten nowy, 2017 rok byl pelen usmiechu i pomyslnosci, by dopisywalo Wam zdrowie i radosc na kazdym kroku. Zycze Wam rowniez niesamowitych przygod i spelnienia marzen!!

Zeszloroczny ostatni dzien roku jak i 5 innych dni spedzalam w MIAMI a w tym roku dzien ten swietowalam z czescia moich znajomych tutaj, w Atlancie.
Mysl nadchodzacej domowki poczatkowo mnie przerazila, bo nastawilam sie na siedzenie w domu ale plany lubia sie zmieniac wiec wystrojeni jak milion dolcow (oczywiscie zart ;) ) pojechalismy do znajomych. 
Impreza byla bardzo fajna, z ogromnym parkietem, dobra muzyka i pysznym jedzeniem. Aleee sie wybawilam! :)


nie moge zdecydowac sie,ktore zdjecie najbardziej mi sie podoba wiec wstawie wszystkie :)







 Przemka kuzynka zdecydowanie wygrala zdjecie ;P



i takim oto noworocznym prawie buziakiem koncze dzisiejszy post

a Wy jak sie bawiliscie?

sobota, 29 października 2016

Weekend w Helen, GEORGIA / Weekend in Helen, GA

  [For ENGLISH VERSION scroll down]


W przedostatni pazdziernikowy weekend razem z PK i jego rodzina wyskoczylismy sobie do Helen, jest to niemieckie miasteczko w polnocnej Georgii.

Zanim zaczelismy swietowanie Oktoberfestu zatrzymalismy sie w kilku miejscach na zwiedzanie.
Pierwszym przystankiem byla kopalnia zlota, gdzie mozna bylo kupic wiaderko i tego zlota szukac jednak bylo to dosc czasochlonne a na naszej liscie bylo jeszcze kilka innych rzeczy do zobaczenia wiec zrezygnowalismy :)

Kolejnym miejscem ktore zwiedzilismy byl najwyzszy szczyt w GA a konkretnie Brasstown Bald.









Z Brasstown Bald pojechalismy do Unicoi State Park gdzie sa niesamowite wodospady o nazwie Anna Ruby Falls







Kolejnym przystankiem byl juz nasz hotel, bo zaczynalo sie robic ciemno a do tego pogoda nie dopisywala i bylo zimno przez caly czas ;(
Z hotelu wybralismy sie jeszcze do restauracji w downtown Helen na obiad a potem chcielismy troszke pochodzic po miesteczku by nasi mezczyzni mogli napic sie piwa jak to przystalo na Oktoberfescie ;)


Niedziela - dzien lenia ;) wszyscy byli zmeczeni po sobotnim hiking'u, ktorego nie bylo malo. 
Lecz zanim wybralismy sie w droge do domow zatrzymalismy sie znowu w downtown na male zakupy, bo mozna tam kupic wiele niemieckich a takze i polskich rzeczy. Oczywiscie obkupilam sie w slodycze ;)

Wiecie co? Przez caly wyjazd nie zrobilam zadnego zdjecia - nie wiem co ze mna jest nie tak ;) Wszystkie zamieszczone w poscie sa autorstwa PK lub zaczepionych ludzi.
Nawet nie mam zdjec by pokazac Wam jak wyglada Helen... przepraszam bardzo ;(
Jedno jedyne, ktore moge zamiescic jest zdjeciem nas wszystkich i nie pokazuje w zaden sposob jak urokliwe bylo to miejsce.


do uslyszenia!


__________________________________________________________


One before last weekend in October me, PK and his family went to Helen - small German city town in northern Georgia.
Before we started celebrating Oktoberfest we stopped in some places on our way.
The first stop - mine of gold where we could buy a bucked of dirt and try find some gold but it was very time-consuming and we had too much places to go so we gave up.
Next, we drove to the highest peak in Georgia - Brasstown Bald.
From Brasstown Bald we drove to Unicoi State Park to see breathtaking falls named Anna Ruby Falls.
The last stop was our hotel. That time was getting dark and was pretty cold so from the hotel we just went to one restaurant in downtown Helen. After dinner we walked around and stopped to get some beers for our guys. Perfect Oktoberfest celebration.
Sunday was a lazy day. Everyone was tired after intense day before. We stopped only in downtown for breakfast and little shopping. (In Helen you can find German stores, but also you find some polish products) Of course I bought polish candies!

sobota, 6 sierpnia 2016

Rok w USA!!! cz 2

W czesci pierwszej tego postu napisalam podsumowanie tego co zwiedzilam, do jakich wnioskow doszlam i napisalam kilka podziekowan, czesc druga miala byc "podsumowaniem mojego roku z rodzina goszczaca, o tym jak nam sie zylo, jak wspolpracowalismy i jak udalo nam sie dogadac"

Zaczne jednak od czegos innego ;) 
Ponad dwa lata temu spotykalam sie z pewnym chlopakiem, byl to zawodowy wioslarz, bardzo dobry, nie da sie ukryc, mial chlopak potencjal.
Spotykalismy sie przez jakies 8 miesiecy, rzadko, bo wiecznie gdzies byl, a to zwykle obozy po calej Europie, jakies zawody wioslarskie rowniez wszedzie, mistrzostwa Europy czy Swiata i dzis ogladajac go podczas Igrzysk Olimpijskich czulam niesamowita dume z kilku powodow. Pierwszym oczywiscie bylo to,ze zaszedl tak daleko (Rio bylo jego najwiekszym marzeniem) , drugim ,ze doplyneli jako druga osada (5:51,28 - plynal czworke podwojna dla tych co sie znaja) co oznacza,ze dostali sie do finalu A no i kolejny powod to taki,ze wlasnie ten wioslarz w pewnien sposob przyczynil sie do mojego wyjazdu tutaj i to wlasnie w dzien jego startu na Igrzyskach ja swietuje ROK odkad mieszkam w stanie Georgia!!
Czemu i jak sie przyczynil do tego? 
Podczas,gdy sie spotkykalismy on lecial do Bostonu na mistrzostwa a ja, zalamana i smutna , zaczelam myslec "kurcze on moze leciec do USA a ja nie moge? Zawsze o tym marzylam... Musi byc jakas opcja przeciez"
Tej nocy znalazlam program au pair i dalsza czesc mojej histori juz znacie ;)

Wioslarzem tym jest Mirek, Mirek Zietarski.
Jestem z Ciebie dumna!!


Przechodzac do wlasciwej tresci tego postu.
Rok z moja rodzina goszczaca byl najwspanialszym rokiem dla mnie, wydaje mi sie,ze dla nich byl to rowniez cudowny rok, pelen nowych doswiadczen czy zabawnych sytuacji. 
Zawsze jestesmy pelni podziwu,ze zgalismy sie tak dobrze,mimo iz pochodzimy z dwoch zupelnie odmiennych krajow, wychowywalismy sie w innych kulturach, inny jezyk, zwyczaje,tradycje, roznica wieku itd. no ale cuda sie zdarzaja!
Moje Host Dzieciaczki sa dla mnie jak moje wlasne, kocham je z calego serca , Host rodzice sa dla mnie bardzo dobrymi przyjaciolmi, z ktorymi moge rozmawiac o wszystkim.
Oczywiscie, tak jak wspomnialam w poprzednim poscie, klocimy sie, nie zawsze jest idealnie, nie mozemy czasem na siebie patrzec ale jest to tylko maly odsetek posrod tych cudownych chwil, gdy smiejemy sie razem, zartujemy, robimy rozne glupoty albo psikusy sobie wzajemnie, rozmawiamy, gotujemy, pieczemy, podrozujemy, pracuemy w ogrodku czy domu i milion innych rzeczy. To wlasnie Ci ludzie przyczynili sie do tego,ze moj rok tutaj byl tak wspaniamym czasem.
Zawsze beda juz czescia mojego zycia, mimo, iz wiem,ze kiedys bede musiala och opuscic



Mialam pomysl,zeby z wszystkich 12 miesiecy wybrac moje ulubione zdjecia wiec do dziela!!
Zobaczycie jak moje dzieciaki rosly i jak ja sie zmienilam  (o ile w ogole sie zmienilam :) )

#1 


#2


#3

#4



#5


#6

#7



#8


#9

#10

 #11


To cudowne uczucie, widziec a wlasciwie byc czescia tego etapu,w ktorym dzieci dorastaja, Ava byla jeszcze 6latka,gdy ja poznalam a za dwa tygodnie ma juz 8 urodziny! Widac,ze robi sie coraz dojrzalsza. Jesse nawet nie chodzil gdy przyjechalam, mial rowne 9 miesiecy a teraz? Biega i wdrapuje sie wszedzie, zaczyna mowic a nawet sie klocic. 
Mysle,ze dla kazdej "operki" rok w Stanach jest tak intensywny,ze wydaje sie iz to bylo wiecej czasu. Jest to szkola zycia i wielka proba nas i naszego charakteru. Powtarzalam to juz tyle razy i powtarzac bede nadal, nie moglam podjac lepszej decyzji zastanawiajac sie nad wyjazdem do USA, jesli i Ty sie nad tym zastanawiasz to przestan! Od razu sie zabieraj do roboty, szkoda czasu na przemyslenia ;)

Rano, gdy tylko zeszlam do rodzinki uslyszalam "happy one year!" tak jak slyszalam kazdego szostego dnia miesiaca przez jedenascie poprzednich :) Sa cudowni :)

Uciekam juz, bo przeciez trzeba dalej swietowac! Myslicie,ze ich ulubiony "polish dinner" na dzis to dobry pomysl? Dla mnie wysmienity! 

buziaki!