wtorek, 26 lipca 2016

Dzien nad Lake Lanier, GEORGIA & Weekend w Sarasocie, FLORIDA

W ostatnia niedziele razem z PK pojechalismy nad Lake Lanier w Georgii, jest to nazwane "resort" czyli osrodek wczasowy na ktory skladaja sie plaze, wyspy, park wodny, restauracje i inne atrakcje.
Tam bylismy umowieni z jego bratem i dziewczyna brata. 
Jako,ze od rana pracowalam, potem trzeba bylo dojechac itd to na miejscu bylismy dopiero o 4pm, co w sumie dobrze nam wyszlo bo bylismy after time i mielismy tansze wejsciowki. (normalnie okolo $40 od osoby za dzien +$15 parking, my placilismy $15 za praking i $16 za osobe)
juz kolo 6-7 sie zwijalismy, bo zaczelo padac, ale nawet te ponad 2 godziny na sloncu wystarczyly bym sie jeszcze bardziej opalila ;)
Z hostami caly czas sie smiejemy,ze w Polsce wsrod niedzwiedzi polarnych nie mialam sie jak opalac i temu taka biala przyjechalam a teraz to chodzaca czekolada jestem ;) 


_______________________________

Nastepny weekend byl raczej spontanicznym pomyslem mojej HM.
Byl to przedostatni weekend przed rozpoczeciem szkoly wiec HD chcial zabrac Ave na camping ale uswiadomili sobie,ze hosta brata syn ma pierwsze urodziny no i HM stwierdzila,ze jedziemy do Sarasoty ich odwiedzic i przy okazji bedziemy mogli swietowac pierwsze urodziny Baby Gray. 
Tak wiec w piatek o 5am wsiadlam w auto, ja, HostMama i dzieciaki, HD zostal w domu, bo musial zrobic kilka rzeczy.
8godzin pozniej dojechalismy na miejsce i zostawalismy do niedzieli. 
Na przyjecie urodzinowe zjechala sie duza czesc rodziny, bo my i dziadkowie z obu stron wiec bylo bardzo milo ;) pamietam jak dopiero co Jesse mial roczek a to bylo juz tyle miesiecy temu 



 Znaliscie tradycje,ze oprocz tortu dla gosci jest tort dla dziecka, ktory ono ma rozwalic? W sensie bawic sie kremem i tym ciastem cale sie przy tym brudzac :) spodobalo mi sie to, chociaz ja pamietam tradycje, ze dziecko w pierwsze urodziny mialo do wyboru pieniadze, rozaniec, kieliszek, ksiaze i igle z nitka, przedmiot,ktory wybierze mial symbolizowac przyszly zawod dziecka :) co kraj to obyczaj





Zabawa chyba byla udana ;) 

Oprocz przyjecia bylo oczywiscie spedzanie czasu nad basenem, bitwa balonami i inne gry i zabawy, chociaz powiem Wam, ze z weekendu wrocilam baardzo zmeczona ;)




do nastepnego ;)

środa, 20 lipca 2016

Nowy Orlean, LOUISIANA

W ostatnim poscie wspomnialam, ze z Houston w Teksasie pojechalismy spedzic nastepne 4 dni wakacji w innym miejscu, innym miejscem byl Nowy Orlean w Luizjanie, od ktorego dzielilo nas tylko 6 godzin jazdy :)

Miasto jazzu i hucznie obchodzonego Mardi Gras wygladajace jak wiele pieknych europejskich miast urzeklo mnie niesamowicie. Czulam sie tak troche jak w domu.

Gdy dojechalismy na miejsce, zrobilismy check in'a w hotelu, zanieslismy walizki i ruszylismy by odkrywac miasto. Piekne miasto. 
Kazdy budynek byl inny, kolorowy, urzekajacy ;)

Moj HD stwierdzil, ze bedziemy poruszac sie po miescie trolley, czyli takimi tramwajami prosciej rzec nazywajac. Jednoskladowe kolorowe wagoniki, gdzie klimatyzacją jest przewiew przez otwarte okna to oplacalny "biznes" dla turystow, bo daypass wazny przez 24godziny od momentu zakupu kosztuje tylko $3 za osobe.
Za pierwszy i jedyny cel tego dnia obralismy French Quater, czyli najstarsza czesc miasta gdzie wykupilismy przejazdzke bryczka z przewodnikiem wokol miasta.





Dzien drugi zaczelismy od sytego sniadania i ponownego odkrywania miasta, pojechalismy takze na cmentarz, bo w Nowym Orleanie ze wzgledu na czeste powodzie groby nie sa pod ziemia a wrecz nad nia. Podoba mi sie rowniez jak oznakowane sa ulice, chodniki maja wmurowane plytki z nazwami ulicy na KAZDYM skrzyzowaniu 




Historia tego plotu jest zabawna. Kobieta z Pensylwanii mieszkajaca tam tak bardzo tesknila za polami kukurydzy,ktore miala wokol domu,ze jej maz postanowil zrobic plot wygladajacy jak pole kukurydzy, teraz jest tam hotel.

Kosciol przy French Quater




Druga czesc dnia spedzilismy nad hotelowym basenem, ktory znajdowal sie na 7 pietrze. Jak sie wdrapalam na fotele do opalania moglam podziwiac ulice z gory. Wszystko pieknie, gdyby nie to,ze na 7 pietrze bylo dosc wietrznie i od mokrej glowy nabawilam sie kataru, ktory meczyl mnie do konca wyjazdu + kilka dni w domu ;( 

to moje ulubione zdjecie :)


Nastepnego dnia moj HD poszedl do muzeum drugiej wojny swiatowej a ja, HM i dzieciaki poszlismy do muzeum dla dzieci, powiem Wam, ze sama sie dobrze tam bawilam ;)




Ketchup na pizzy, bo jej "big sis" (ja) tak je ;)
Po muzeum spotkalismy sie z HD na lunchu gdzie znowu jadlam moja ukochana BLT kanapke (Bacon, Lettuce, Tomatoe). Z restauracji poszlismy do hotelu, pozniej Hosci zabrali dzieciaki na basen a wieczorem ja, Ava i HD poszlismy sobie na nocny spacer. Ta noc zmienila moje spostrzezenia na temat calego miasta ;) 
wszedzie pijani ludzie w koszulkach "I love NOLA" badz bez koszulek z tylkami i biustem na wierzchu ;)




Imprezowy motor - z niego chyba wydobywala sie najglosniejsza muzyka ;)
Natepnego dnia czekala nas 8godzinna podroz do domu, ostatnie 2 godziny dluzyly mi sie niemilosiernie bo tak bardzo chcialam sie juz przytulic do mojej poduszki w Minionki, okryc sie Minionkowym kocem i isc spac, po to, by nastepny dzien moc spedzic czesciowo z Eliza i czesciowo z PK ;)

Ostatnia migawka z Nowego Orleanu ;)

Do nastepnego ;)

czwartek, 14 lipca 2016

Houston, TEXAS

Houston we have a problem !! :)

Tak jak wspomnialam w ostatnim poscie podsumowujacym 11 miescy tak i dzis pojawia sie moj post niestety z malym opoznieniem ;)

Z okazji bardzo hucznie obchodzonego Swieta Niepodleglosci wypadajacego na czwartego lipca pojechalam z HF do Houston w Teksasie. Wlasciwie to moja HM z Jesse dzien wczesniej poleciala samolotem a ja, Ava i HD nastepnego ranka wyruszylismy autem. 800 mil i ponad 12godzin jazdy przed nami wiec w droge !! :)

Georgia -> Alabama -> Mississippi -> Louisiana -> Texas




Droga, mimo, ze zajela nam caly dzien byla stosunkowo przyjemna, gdy dotarlismy na miejsce czekal nas pyszny obiad, goraca woda pod prysznicem i wygodne lozko czyli to o czym marzylam :)
Zatrzymywalismy sie u siosty mojej HM ktora mieszka w Houston od ponad 20 lat.

Dzien pierwszy zaczynalismy od zwiedzenia miasta, troche pospacerowalismy, plynelismy takze taka turystyczna lodka, niestety upal byl nie do zniesienia wiec po mini rejsie zrezygnowalismy i pojechalismy do domu wrzucilismy na siebie kostiumy kapielowe i reszte dnia spedzilismy na basenie ;)






Dzien nastepny zaczelismy od zwiedzania centrum kosmicznego NASA. Rakiety, kombinezony kosmiczne i inne eksponaty nie dawaly az takiej frajdy jak jedzenie kosmicznego zarcia :) tzn mam na mysli,ze mozna bylo kupic tam paczkowane jedzenie,ktore maja astronauci w trakcie ich lotu. Najbardziej zasmakowaly nam lody. wygladalo to jak kostka mydla a smakowalo jak sucha pianka o konkretnym smaku ;)







Po zwiedzaniu NASA pojechalismy do kuzynki (?) mojej HM ktora organizowala w swoim domu pool party. Od nie wiem kiedy zastanawiam sie czy moje host dzieciaki to nie ukryte ryby czy syreny. Ava jak i Jesse w wodzie mogliby przebywac caaaly czas, w szczegolnosci Jesse ktory nawet jak jest w domu to probuje wdrapac sie na umywalke czy zlew zeby sie pobawic woda z kranu ;)

Kolejny dzien byl juz Swietem Niepodleglosci, znowu bylismy zaproszeni na pool party, tym razem do przyjaciol. Impreza przez nich organizowana jest juz od 1998 roku czyli rok w rok przez 18 lat, z niesamowitym rozmachem. Orgomny basen, jedzenia nie do przejedzenia, soki, napoje, margarita, lody, rozmaite gry i zabawy. Doslownie wszystko co sobie tylko zamarzysz.
Oczywiscie bez fajerwerkow impreza nie moglaby sie odbyc, to bylo wrecz spektakularne ;)




Dzien po imprezowym szalenstwie zdecydowalismy sie na lazy day. Jednak tego dnia stalo sie cos co bylo dla mnie chyba najwazniejsze z calego tego wyjazdu. Pojechalismy do polskiej restauracji "Polonia" !!
Najadlam sie pomidorowki, golabkow, pierogow, bigosu, kielbasy, mielonego i innych pysznosci za ktorymi tak tesknilam <3




Mowi sie, ze obcokrajowcom nie powinno dawac sie ogorkow kiszonych czy bigosu ale akurat mojej HF bardzo smakowalo, tak jak i wszytko inne co mieli na talerzach ;)
po niesamowitym obiedzie poszlismy do polskiego sklepu obok gdzie moj HD i Ava kupili sobie czerwone koszuli z orlem na piersi i napisem POLSKA na placach a takze biegali od polki do polki w poszukiwaniu delicji, pierogow, cukierkow Wedla i czekolad Milka. Ja za to kupilam Jezyki, galaretki Mella, soki Kubus i wafelki Prince Polo. Daaaawno sie tak nie najadlam. Jeszcze zrobilam to z calkowita premedytacja - az bylam usatysfakcjonowana ;)

Zdecydowania ta koszulke powinnam kupic mojemu przyszlemu mezowi ;)

Szostego lipca wyjezdzalismy juz z Texasu bo przed nami byly 4 kolejne dni wakacji w innym miejscu o czym bedzie w nastepnym poscie ;)

do uslyszenia :*