wtorek, 7 marca 2017

19 miesiecy!

Nie wiem czy tak powinnam zaczynac post ale powiem Wam,ze ciesze sie, iz luty mamy juz za soba. Drugi miesiac roku jest w Georgii zawsze najzimniejszy, mimo ze sniegu nie mielismy to pogoda byla okropna, dzien padalo i bylo tylko kilka stopni a na nastepny dzien mozna bylo zakladac krotkie spodenki bo bylo tych stopni 25. Trwalo to ponad tydzien i bylo to baaardzo meczace, bo moj organizm bardzo zle reaguje na takie skoki pogodowe. 
Nie obylo sie rowniez bez choroby. Najpierw Ava majac tydzien wolny od szkoly rozchorowala sie i cale 7 dni lezala, bo dopadla ja grypa, w niedziele, gdy juz zaczynala normalnie funkcjonowac ja zaczynalam kichac i zle sie czuc, pomyslalam "swietnie, tego mi bylo trzeba", jak sie domyslacie sama sie rozchorowalam, lezalam 5 dni z goraczka, katarem, kaszlem, bolem gardla, jedyne czego mi brakowalo to checi do zycia :( na szczescie po calej chorobie zostal mi tylko lekki kaszel ale nie przeszkadza mi on w ogole, wole to niz zapchany nos ;) z reszta musialam szybko wyzdrowiec, bo w ostatnia niedziele rodzice Przemka wyprawiali swoje urodziny, ktore tata mial 25ego lutego a mama 3 marca, takze ladnie sie zgralo, im z urodzinami a mi z powrotem do zdrowia. 
Poza choroba i zmiennoscia pogody nie dzialo sie nic szczegolnego, miesiac jak kazdy inny, co kilka dni, gdy znudzi sie dziaciakom bawienie na naszym backyardzie jedziemy do parku gdzie bawimy sie, spacerujemy, zbieramy szyszki itd
Jeszcze przed walentynkami mielismy zabawna sytuacje. Ja bylam w trakcie gotowania obiadu, host byl w pracy, hostka byla zajeta sprzataniem a dzieciaki sie bawily jakos w domu, gdy zrobilo sie za cicho trzeba bylo sprawdzic co sie dzieje, bo cisza przy Jesse to nigdy nie jest dobry znak i wyobrazcie sobie,ze znalezlismy go w srodku, w klatce ze swinkami morskimi!! Sam sobie po prostu wszedl i jeszcze byl bardzo z tego zadowolony!





Ostatanio dostal w miseczce pokrojone jablko, podszedl do okna, tak usiadl i ogladal wiewiorki ;) 

 tak sie bawil ze mna w chowanego :)





 Powiem Wam ,ze nigdy nie widzialam dziecka tak chetnie dajacego buziaki jak Jesse. Smiejemy sie,ze jest "little lover", potrafi przestac sie bawic na chwile tylko po to by przyjsc sie przytulic i dac buziaka. Ale wiecie co jest we tym wszystkim najlepsze? On sam daje buziaki w usta! Ile razy potrafi przyjsc do mnie, wycaluje mnie i biegnie do mamy dawac jej buziaki, zas do taty i do Avy. To jest przeslodkie.







Na koniec pokaze Wam zdjecie z Norcross gdzie ostatnio spedzilismy popoludnie ;)


  do nastepnego!

2 komentarze:

  1. Słodziaczek z tego twojego Jesse ;) Jak tam masz w najbliższym czasie plany na jakieś wycieczki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planów mam bardzo dużo, gorzej z oszczędzaniem mi idzie :( No ale zobaczymy co da się zrobić :)

      Usuń