Post mialam w planach napisac juz dawno temu ale stwierdzilam,ze opisze wszystko,gdy sprawa bedzie juz zakonczona, tak wiec po ponad 4 miesiacach pojawia sie dzisiejszy post.
Jak sam tutul mowi podczas mojego au pairkowania niestety dane mi bylo odwiedzic pogotowie ratunkowe. Przytocze Wam dzis, co mi sie stalo oraz koszt jaki za to ponioslam.
Dnia 7 pazdziernika razem z moja hostka i Jesse poszlismy na backyard by Jesse mogl sie pobawic. Korzystajac z okazji ze dziecko bylo zajete zabawa w piaskownicy zaczelam pracowac w ogrodzie, wyrywanie chwastow itp, po chwili przylaczyla sie do mnie moja HM. Stwierdzilysmy, ze przeniesiemy pine straw (sa to wysuszone igly sosny, bardzo popularne w tutejszych ogrodach) ktore powiazane w mini snopki lezaly obok hustawki. Nie okazalo sie to dobrym pomyslem, bo pomiedzy snopkami bylo gniazdo yellow jackets (odmiana os, pochodzaca z Europy, (w ktorej wiecej nie wystepuja) zamieszkujaca polnocna Ameryke, poludniowa Afryke, Nowa Zelandie i wschodnia Australie). Wikipedia charakteryzuje owe owady jako "bold and aggressive, and can sting repeatedly and painfully if provoked" (odwazne i agresywne, moga zadlic bolesnie i wielokrotnie jesli zostana sprowokowane). Niestety My naruszajac ich gniazdo sprowokowalysmy je do ataku. Nie wiem teraz jak to wszystko opisac, bo wszystko sie dzialo tak szybko. Pamietam tylko, ze w sekunde zlapalam Jessego i trzymajac go bieglam do domu zaraz za HM. Dwa, przyczepione do naszych ubran owady wnioslysmy do domu ale po chwili zostaly one zabite. Gdy juz uznalysmy, ze jestesmy bezpieczni zaczelo sie ogladanie, kto zostal pokaszony. Na szczescie Jesse i hostka byli cali i zdrowi za to ja zostalam ukaszona kilkukrotnie, raz w reke (wewnatrzna strona reki, pomiedzy lokciem a nadgarstkiem) oraz kilka razy w noge (zaraz pod posladkiem) a, ze jestem alergikiem na jad wiekszosci owadow wizyta na pogotowiu byla konieczna, takze szybkie pakowanie sie do auta i jazda.
Zostalam przyjeta po jakis 10 minutach od dotarcia na miejsce, zaraz po tym jak moja HM wypelnila dokumenty, gdyz ja nie bylam w stanie. Zaczelo sie od badania cisnienia, ktore mialam wtedy 180/150 i podania mi kilku lekow przez wenflon. Na pogotowiu lacznie przebywalam okolo 4 godzin 30 minut. Zostaly mi podane 2 lub 3 (nie moge sobie przypomniec) zastrzyki na paczatku, pozniej dostalam kolejne dwa, cisnienie sprawdzono mi trzykrotnie. Dwukrotnie przyszedl lekarz, raz obejrzal moje ukaszenia a drugi raz tylko zapytal stojac w progu drzwi jak sie czuje a takze kilkukrotnie weszly pielegniarki. Koniec koncow o 3pm moglam opuscic szpital.
Koszt? Tym bylam wlasnie najbardziej przerazona, bo slyszalam wiele opowiesci o tym, jak to tutaj dziala. Rachunki dostalam po jakims miesiacu od wizyty w szpitalu, jeden na $1256.25 i drugi na $790.00. Skontaktowalam sie z ubezpieczalnia,ktora kazala mi przeslac do nich wypelniony dokument z moimi danymi, o tym co sie stalo i kiedy a takze rachunki ze szpitala.
Pomimo tego,ze wykupiam rozszerzone ubezpiecznie to ubezpieczalnia nie chciala pokryc calosci i koniec koncow musialam zaplacic $500 , bol niesamowity, ale ciesze sie,ze zyje!
Cala sytuacja trwala tak dlugo, bo z ubezpieczalna kontaktowalam sie 3 razy!! Raz, jak juz wspomnialam by dowiedziec sie, co musze zrobic, drugi raz powiadomic ich,ze wszystko przefaksowalam (co pani tam pracujaca potwierdzila,ze otrzymala) , trzeci raz dzwonilam gdy chcialam sie dowiedziec dlaczego po raz kolejny otrzymalam wezwanie do zaplaty (okazalo sie,ze moich dokumentow "nie dostali" a gdy powiedzialam, ze jakis czas temu kobieta podczas rozmowy telefonicznej potwierdzila, ze dokumenty dostala to stwierdzili ze moje faksy "zostaly zgubione" i musialam faksowac wszystko jeszcze raz! Jakas kpina!!)
Na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze, po wyjsciu ze szpitala musialam brac leki jeszcze przez kilka dni i nosic ice pack tak dlugo jak dlugo bedzie utrzymywac sie opuchlizna,ktora z reki zeszla mi po 4 dniach ale z opuchnieta noga meczylam sie dobrze ponad tydzien, bolalo mnie caly czas, bo miejsce to bylo twarde jak kamien, ciezko mi bylo siedziec, gdyz opuchlizna byla zaraz pod posladkiem, nawet przy chodzeniu odczuwalam duzy dyskomfort.
Zakoncze post dwoma zdjeciami ze szpitala ;) Jesse ma guza a na nim siniaka na srodku czola wlasnie ze wzgledu na ta akcje, bo zaraz jak wbieglam z nim do domu moja hostka chciala zamknac za nami drzwi, by rój os nie dostal sie do srodka i jakos tak wyszlo, ze nie wiem, ktora z nas (a moze drzwi?) popchnely Jessego na krzeslo i biedaczek sie uderzyl ;(
oby mi sie wiecej taka przygoda juz nie powtorzyla ;)
Koszt? Tym bylam wlasnie najbardziej przerazona, bo slyszalam wiele opowiesci o tym, jak to tutaj dziala. Rachunki dostalam po jakims miesiacu od wizyty w szpitalu, jeden na $1256.25 i drugi na $790.00. Skontaktowalam sie z ubezpieczalnia,ktora kazala mi przeslac do nich wypelniony dokument z moimi danymi, o tym co sie stalo i kiedy a takze rachunki ze szpitala.
Pomimo tego,ze wykupiam rozszerzone ubezpiecznie to ubezpieczalnia nie chciala pokryc calosci i koniec koncow musialam zaplacic $500 , bol niesamowity, ale ciesze sie,ze zyje!
Cala sytuacja trwala tak dlugo, bo z ubezpieczalna kontaktowalam sie 3 razy!! Raz, jak juz wspomnialam by dowiedziec sie, co musze zrobic, drugi raz powiadomic ich,ze wszystko przefaksowalam (co pani tam pracujaca potwierdzila,ze otrzymala) , trzeci raz dzwonilam gdy chcialam sie dowiedziec dlaczego po raz kolejny otrzymalam wezwanie do zaplaty (okazalo sie,ze moich dokumentow "nie dostali" a gdy powiedzialam, ze jakis czas temu kobieta podczas rozmowy telefonicznej potwierdzila, ze dokumenty dostala to stwierdzili ze moje faksy "zostaly zgubione" i musialam faksowac wszystko jeszcze raz! Jakas kpina!!)
Na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze, po wyjsciu ze szpitala musialam brac leki jeszcze przez kilka dni i nosic ice pack tak dlugo jak dlugo bedzie utrzymywac sie opuchlizna,ktora z reki zeszla mi po 4 dniach ale z opuchnieta noga meczylam sie dobrze ponad tydzien, bolalo mnie caly czas, bo miejsce to bylo twarde jak kamien, ciezko mi bylo siedziec, gdyz opuchlizna byla zaraz pod posladkiem, nawet przy chodzeniu odczuwalam duzy dyskomfort.
Zakoncze post dwoma zdjeciami ze szpitala ;) Jesse ma guza a na nim siniaka na srodku czola wlasnie ze wzgledu na ta akcje, bo zaraz jak wbieglam z nim do domu moja hostka chciala zamknac za nami drzwi, by rój os nie dostal sie do srodka i jakos tak wyszlo, ze nie wiem, ktora z nas (a moze drzwi?) popchnely Jessego na krzeslo i biedaczek sie uderzyl ;(
oby mi sie wiecej taka przygoda juz nie powtorzyla ;)


Moja biedna...najwazniejsze ze wszystko dobrze sie skonczylo <3
OdpowiedzUsuńTez się cieszę, chociaż cieszyłabym się jeszcze bardziej gdybym wiedziała od kogo to serduszko anonimie ;)
UsuńMasakra, kto by sie spodziewal takiego wypadku we własnym ogrodzie :D Dobrze że juz wszystko oki ;)
OdpowiedzUsuńMasz racje, nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewala :)
UsuńDlaczego ubezpieczalnia nie pokryła całości? Jest to dla mnie totalnie niezrozumiałe... więc chyba wychodzi na to, że podstawowe (w przypadku APC 500 tys. $) bardziej się opłaca... Dobrze, że nic poważnego Ci się nie stało! :)
OdpowiedzUsuńW APiA rozszerzone to 500 tys $ (podstawowe to tylko 100tys$) wiec ja mając rozszerzone musiałam tyle zapłacić ;( jest to podobno tak zwane deductible, ze trzeba tyle zapłacić a oni zapłacą resztę, ale wiem tez ze czasem pokrywają w całości, dlaczego mi nie pokryli nie mam pojęcia ;(
Usuń