Jest to moja własna opinia, która bazuje na moim własnym doswiadczeniu, nie oznacza to, że u Ciebie jest tak samo.
Przechodząc do rzeczy:
1. Pierwsza roznica i największą jak dla mnie, ktorej sa zapewne wszyscy swiadomi, jest używanie tutaj innych jednostek we wszystkim, my mamy kilometry , Amerykanie mile (1mila - 1,61km); nasze kilogramy i amerykańskie funty (1kg - 2.2funta) wchodzac pierwszy raz na wage tutaj wiedzialam, ze przytylam ale jak wyskoczylo mi ponad 100 to nie wiedzialam o co chodzi ;D ; oczywiscie temperatura, normalnie funkcjonuje Celsjusz, tu Fahrenheit (np 25˚C to 77˚F) do tej pory tego nie ogarniam; 12-godzinny zegar,gdzie używasz pm i am. Chyba ostatnią dla mnie różnicą odnośnie miar,wag,jednostek jest galon podczas kupowania benzyny (1galon amerykański to 3,785 litra) craaaazzy!
2. Kolejną niezrozumiałą dla mnie różnicą jest podatek doliczany dopiero przy kasie. Chodząc po sklepie widzisz ceny towarów lecz dopiero przy kasie okazuje się ile za to rzeczywiście zapłacisz. Przyklad? Kupowałam ostatnio kartke urodzinowa, na odwrocie widniała cena $4.99 a rzeczywiscie zaplacilam $5.34...
3. Będąc juz przy temacie sklepów i zakupów to Ameryka jest wielkim panstwem i wszystko, co jest w sklepach jest wieksze! Nie kupisz małej paczki chipsów tylko od razu musisz familijną. Kupując cokolwiek, kupujesz nie jedno a opakowanie minimum po 6 sztuk wewnątrz. A poza tym romieszczenie towarow na sklepowych polkach, platki sniadaniowe z sokami a zaraz obok papierowe talerzyki..
4. Mili ludzie! Każdy tu jest miły, uśmiechnięty. Nie widziałam jeszcze osoby ponurej. Wszyscy Cie zaczepiaja z pytaniem 'hello, how are you?' Albo życzą Ci miłego dnia. Kazdy i wszedzie. Nie ważne czy jesteś w sklepie, na spacerze czy gdziekolwiek. Spacerując z Jesse po okolicy każdy przejeżdżający samochód macha, mimo,że mnie nie znają.. Podoba mi sie to pozytywne nastwienie ludzi!
5. Odległości! Wszedzie w Ameryce musisz dojechać, bo wszedzie jest daleko. Do najbliższego marketu 10 min autem.
6. Nie ma małych sklepików, sa tylko wielkie markety, wiec nawet jak cos zabraknie podczas gotowania nie ma mowy wyskoczyc na kilka min bo musisz po pierwsze dojechac i z potem znalezc wszystko w sklepie ;)
7. Publiczne toalety! Nie mowie tu o brudzie czy cos, bo sa zawsze bardzo zadbane. Mowie tu o szparach miedzy drzwiami a scianami, powiedzialabym nawet ze ponad cenymetr. Kazdy Cie praktycznie widzi. Mało komfortowe..
9. Poczta. Codziennie przychodzi do każdego domu po kilka listow co raczej nie jest spotykane w Polsce ;)
10. Nie jedzą tu pizzy z ketchupem czy jakimkolwiek innym sosem. Jedzą suchą pizze ;/ dla mnie blee, lecz gdy patrza na mnie jedzącą wszystko, co sie da z ketchupem brzydzi im sie ;) chociaż wracając do pizzy, kiedys Hości mi obiecali,że spróbują zjeść z ketchupem i tak zrobili, nawet im smakowała ;)
11. Kolejną rzeczą,która mi sie podoba w USA to nielimitowane napoje. Nie ważne czy to bar fastfood czy restauracja, knajpa, McDonalds itd wszędzie możesz pic ile chcesz, tak samo jest z sosami.
12. Może i ten podpunkt bedzie dla was dziwny ale ja uwielbiam (chociaż teraz chyba musze napisac uwielbiałam) chodzić boso po trawie na mojej posesji a tutejsza trawa jest strasznie szorstka! Bez butów sie nie ruszę! Strasznie sztywna i kłująca ;)
13. Kolejnym dziwnym podpunktem jest swiatlo. Uzywaja wszedzie lampy, mimo, iż jest widno. Cały dzień i cała noc włączone sa tu światła (wszędzie, poza sypialniami), nie ważne, że śpisz albo nie ma cie w domu. Dla mnie to marnowanie energii, no ale cóż ;)
14. Chlorowana woda, pod prysznicem czujesz sie jak na basenie ;)
15. O tym zapewne wiedzą wszyscy ale napisze ;) Różnica w wyglądzie gniazdek do prądu oraz wtyczek, a także w napięciu.
16. Flaga amerykanska. Zobaczysz ja bardzo czasto, nie tylko w instytucjach panstwowych ale takze w markecie spozywczym czy nawet gdzies po srodku pola. Tak po prostu
17. Raczej nie jada sie w domach, jezeli juz to rzadko, norma jest chodzenie do restauracji o kazdej porze dnia badz nocy.
18. Brak chodników, nie tyle całkowity ich brak, co nie wszędzie są.
19. Ostatnią (na tą chwilę) różnica jest to, jak odbierane sa tu dzieci ze szkoły. By 'otrzymać' swoje dziecko musisz miec kartke, która poświadcza,że jestes do tego uprawniony. Na podjeździe szkolnym ustawia sie długa kolejka aut i dzieci sa indywidualnie odprowadzane do samochodów przez nauczycieli. Zupełne przeciwieństwo względem Polski ;)
Post powstal w pierwszym miesiacu mojego pobytu ale "dojrzewal" by byc dodanym ;)
Przy okazji zapraszam Was na nowy odcinek VIDEOBLOGA Elizy i jej wypad do Stone Mountain !!
Buziaki !! :*














