Brak moich ukochanych polskich gór rekompensował mi domek hostów, w pierwszej kolejności należący do pradziadków moich dzieci. Był przepiękny! Mimo,że w bardzo starym stylu to mial to coś, ten klimat. Mogłabym tam siedzieć cały czas w bujanym fotelu z kubkiem kawy bądź herbaty czytając przykładowo Stephena Kinga bądź Kasię Michalak, której książki bardzo lubie i polecam ;)
'Widok' z bujanego fotelu na
którym spędziłam ogrom czasu :)
Kominek na chłodniejsze dni, niestety takie nas nie spotkały, a szkoda, bo ogień to jedna z dwóch rzeczy na które mogłabym patrzeć cały czas, drugą tą rzeczą jest płynąca woda (najlepsze miejsce? Bulwar Filadelfijski w Toruniu i Wisła - cudo!)
Moja sypialnia tam.
Dość o domku ;)
Rzeczą, którą głównie zaplanowaliśmy na ten weekend był tubing w Toccoa, czyli spływ na rzece na wielkim kole, trwało to ok 2,5h, coś niesamowitego, lecz bywały niebezpieczne momenty, gdy np nurt rzeki prowadził nas akurat na kamienie a do ratowania się masz tylko własne ręce kontra siła wody :) na szczęście ofiar brak!
Wyglądało to mniej więcej tak :
Więcej zdjęć :
Ostatnie zdjęcie w ulubionych okularach [*] wpadły mi do wody jakoś w pierwszej minucie gdy ruszyliśmy na spływ...
Postój na kamieniu na zrobienie zdjęć obowiązkowy! :)
Po całych wariacjach pojechaliśmy na lunch, gdzie czekała na nas HM i Jesse
W restauracji czekaliśmy 45 minut na nasze zamówienie a ja już od początku umierałam z głodu :/ ale opłacało się :),było pyszne
♡♡♡
Następnego dnia pojechaliśmy do Blue Ridge gdzie spędziliśmy prawie cały dzien, a wieczorem na odprężenie plywalismy w basenie :)
Tak właściwie to pierwszy raz w życiu widziałam renifery, i to w takich ilościach ze wow! Po 3,4 na raz. Co śmieszniejsze w ogóle się nie bały ;)
Weekend zaliczam jak najbardziej do udanych! Buziaki dla was :*




















