niedziela, 26 marca 2017

15 ciekawostek na 600 dni w USA!

Wiecie, ze dzis wypada 600 dni od mojego przyjazdu do USA? Kurcze tak patrzac z perspektywy to mysle, ze jest to juz kawal czasu :) 
Z tej okazji pomyslalam,ze wrzuce post z amerykanskimi ciekawostkami, bedzie ich dzisiaj az 15! (a moze tylko? :) )



1. Nie wiem jak w innych stanach ale w Georgii zdarza mi sie spotkac stacje benzynowe, ktore podaja inna cene paliwa, gdy placisz gotowka oraz gdy placisz karta, jest to zaledwie kilka centow roznicy ale zawsze cos (placac gotowka wychodzi taniej)

2. Amerykanie nosza obraczki na lewej dloni, co jest przeciwienstwem do tego jak my, polacy nosimy.
z ciekawosci wygooglowalam to i jestem zaskoczona :
"Obrączka ślubna noszona jest na serdecznym palcu prawej dłoni, m.in. w Polsce, Austrii, Niemczech, Norwegii, Danii, Grecji, Hiszpanii, Indiach, Chile, Wenezueli i Bułgarii.
Na lewej dłoni nosi się obrączkę ślubną m.in. w Francja, Irlandia, Wielka Brytania, Szwecja, Wlochy, Slowenia, Turcja, Brazylia, Egipt, Meksyk, USA i Kanada." - wikipedia

3. NIE ma tutaj chipsow o smaku paprykowym! Wydaje mi sie,ze obok cebulowych to najpopularniejszy smak w Polsce, tutaj go nie znajdziesz ;) ale inne ciekawe tak, np limonka czy kiszony ogorek

4. W sklepach mozna kupic produkty bez pestek, np arbuzy bez pestek, czy to dobre? Smak jest ten sam ale wyobrazam sobie jak musieli owego arbuza zmodyfikowac by otrzymac taki efekt

5. Duzo jezdze autostradami i zauwazylam, ze dosc czesto mozna spotkac latajace nad ulica helikoptery, przypomina mi sie wtedy od razu wiele amerykanskich filmow, w ktorych toczy sie poscig i helikoptery z powietrza pomagaja zlokalizowac uciekajacych zloczyncow :)

6. Bedac przy jezdzie autem to wiecie, ze wiekszosc samochodow tutaj nie posiadaja tylnej wycieraczki?

7. Swiatla policyjne sa oslepiajace!, napotykajac policje z wlaczonymi swiatlami w ciagu dnia trzeba odwrocic oczy, bo razi a w nocy to wrecz oslepia, zwlaszcza, gdy droga (np autostrada) jest nieoswietlona a na poboczu akurat ktos zostal zatrzymany za przekroczenie predkosci czy cos podobnego

8. By wyslac list nie musisz isc na poczte/punkt pocztowy wystarczy,ze masz znaczek w domu, po naklejeniu go, mozesz isc do swojej przydomowej skrzynki, gdzie by wyslac wystarczy tylko podniesc falge, listonosz widzac to samemu zabierze Twoj list na poczte ;)

9. Wysylanie kartek z okazji braku okazji wlasciwie ;) w sklepach znajdziesz wspomniane kartki w kosmicznych ilosciach posegregowane wg wielu czynnikow : okazji, do kogo, od kogo, smieszne, powazne, zawierajace tresci "koscielne", grajace melodie itd. (doslownie), Sama ostatnio dostalam kartke od mojej LCC  na ktorej napisane bylo "mysle o Tobie" a w srodku napisala, ze ma nadzieje, ze wszystko ok, tyle :)

10. Każda moneta ma swoją nazwę - oficjalna i potoczna,
moneta 25 centowa to quarter,
10 centowa to dime
5 centowa to nickel
a 1 centowka to penny

11. Drive thru - nie tylko znany nam w Polsce Mc Donald's ma drive thru, tutaj znajdziesz tez tak wszystkie bary typu fast food, apteki, bankomaty a nawet banki, gdzie mozesz zrobic depozyt ze swojego czeku

12. W marketach spozywczych, gdy placisz karta na monitorku wyswietla sie czy chcesz "cash back" czyli nie musisz specjalnie jechac do bankomatu, gdy potrzebujesz np $20,$40 czy $60 ;)

13. Jadac autostrada na poboczach znajdziesz wszystko i to doslownie. Smieci walaja sie tam caly czas, poczawszy od polamanych lusterek samochodowych, zderzakow czy gumowych kawalkow opon poprzez buty, jakies deski, reklamowki, kartony az do (widzialam na wlasne oczy) krzesla (i obrotowe i zwykle drewniane) mini chlodziarki takie przenosne a nawet spotkalam raz materac (!!!) widzac takie rzeczy mam tylko jedno pytanie w glowie "JAK?" :)

14. Recepty. Tutaj po pojsciu do lekarza mowisz do jakiej apteki chodzisz i Twoja recepta jest automatycznie przesylana do wyzej wspomnianego miejsca. Apteka przygotuje dla Ciebie fiolke z lekiem na ktorym bedzie napisane do kogo naleza leki, jaki jest ich sklad oraz sposob i czestotliwosc przyjmowania. Kolejnym atutem jest to,ze gdy przyjmujesz stale leki badz masz do zazycia wiecej niz jedno opakowanie nie musisz chodzic do lekarza po kolejne recepty, apteka od razu jest powiadomiona ile opakowan i jak czesto moga Ci wydac wiec tylko odbierasz je chociazby przez wspomniany w punkcie 11. drive-thru

15. Nie wiem czy bede potrafila wytlumaczyc to tak by kazdy zrozumial o co chodzi ale postaram sie zrobic to jak najlepiej. Dzieci w klasach nie sa urodzone w tym samym roczniku tak jak w Polsce. W polskiej klasie byliby wszyscy zalozmy z rocznika 2002 (wyjatki stanowilyby osoby ktore klase powtarzaja) tak tutaj dzieci rodzielane sa wg miesiaca urodzenia. W momencie gdy dziecko zalozmy idzie do pierwszej klasy musi miec skonczone 7 lat, jesli dziecko skonczy owe 7 lat miesiac po rozpoczeciu szkoly pojdzie juz do przedszkola, nie do pierwszej klasy, wyjatkami sa dzieci urodzone latem (gdy sa wakacje) wtedy rodzice decyduja czy sa one na tyle dojrzale by isc klase wyzej czy lepiej przeczekac jeszcze rok. Inaczej to opisujac mozna powiedziec,ze gdy w klasie dzieci maja urodziny to wiesz,ze wszystkie skoncza po kolei 8 lat a nie jak to jest w Polsce,ze czesc klasy konczylaby jeszcze 7 lat (bylyby to dzieci urodzone w drugiej polowie roku kalendarzowego) a czesc (urodzona w pierwszej polowie kolejnego roku kalendarzowego) konczylaby juz 8 lat. Sama pamietam,ze moi znajomi urodzeniu w styczniu czy lutym odliczali do swoich 18tych urodzin a ja dopiero co konczylam 17 lat (bo urodzilam sie pod koniec roku). Zrozumieliscie? Wiem, zagmatwane ale staralam sie tylko to wytlumaczyc ;)

mam nadzieje,ze czyms Was zaskoczylam :)
do nastepnego

wtorek, 7 marca 2017

19 miesiecy!

Nie wiem czy tak powinnam zaczynac post ale powiem Wam,ze ciesze sie, iz luty mamy juz za soba. Drugi miesiac roku jest w Georgii zawsze najzimniejszy, mimo ze sniegu nie mielismy to pogoda byla okropna, dzien padalo i bylo tylko kilka stopni a na nastepny dzien mozna bylo zakladac krotkie spodenki bo bylo tych stopni 25. Trwalo to ponad tydzien i bylo to baaardzo meczace, bo moj organizm bardzo zle reaguje na takie skoki pogodowe. 
Nie obylo sie rowniez bez choroby. Najpierw Ava majac tydzien wolny od szkoly rozchorowala sie i cale 7 dni lezala, bo dopadla ja grypa, w niedziele, gdy juz zaczynala normalnie funkcjonowac ja zaczynalam kichac i zle sie czuc, pomyslalam "swietnie, tego mi bylo trzeba", jak sie domyslacie sama sie rozchorowalam, lezalam 5 dni z goraczka, katarem, kaszlem, bolem gardla, jedyne czego mi brakowalo to checi do zycia :( na szczescie po calej chorobie zostal mi tylko lekki kaszel ale nie przeszkadza mi on w ogole, wole to niz zapchany nos ;) z reszta musialam szybko wyzdrowiec, bo w ostatnia niedziele rodzice Przemka wyprawiali swoje urodziny, ktore tata mial 25ego lutego a mama 3 marca, takze ladnie sie zgralo, im z urodzinami a mi z powrotem do zdrowia. 
Poza choroba i zmiennoscia pogody nie dzialo sie nic szczegolnego, miesiac jak kazdy inny, co kilka dni, gdy znudzi sie dziaciakom bawienie na naszym backyardzie jedziemy do parku gdzie bawimy sie, spacerujemy, zbieramy szyszki itd
Jeszcze przed walentynkami mielismy zabawna sytuacje. Ja bylam w trakcie gotowania obiadu, host byl w pracy, hostka byla zajeta sprzataniem a dzieciaki sie bawily jakos w domu, gdy zrobilo sie za cicho trzeba bylo sprawdzic co sie dzieje, bo cisza przy Jesse to nigdy nie jest dobry znak i wyobrazcie sobie,ze znalezlismy go w srodku, w klatce ze swinkami morskimi!! Sam sobie po prostu wszedl i jeszcze byl bardzo z tego zadowolony!





Ostatanio dostal w miseczce pokrojone jablko, podszedl do okna, tak usiadl i ogladal wiewiorki ;) 

 tak sie bawil ze mna w chowanego :)





 Powiem Wam ,ze nigdy nie widzialam dziecka tak chetnie dajacego buziaki jak Jesse. Smiejemy sie,ze jest "little lover", potrafi przestac sie bawic na chwile tylko po to by przyjsc sie przytulic i dac buziaka. Ale wiecie co jest we tym wszystkim najlepsze? On sam daje buziaki w usta! Ile razy potrafi przyjsc do mnie, wycaluje mnie i biegnie do mamy dawac jej buziaki, zas do taty i do Avy. To jest przeslodkie.







Na koniec pokaze Wam zdjecie z Norcross gdzie ostatnio spedzilismy popoludnie ;)


  do nastepnego!

wtorek, 28 lutego 2017

Girl Scout Cookies!

Chyba kazdy z nas slyszal badz widzial na amerykanskich filmach dziewczynki - skautki sprzedajace ciasteczka. Sama z filmow kojarze kilkuosobowe grupki dziewczynek najczesciej w dwoch warkoczach i szarfa pelna odznak przewieszona przez ramie z torbami wypelnionymi kartonikami z ciastkami, chodzacych od domu do domu oferujac ich sprzedaz . Zawsze zastanawialam sie dlaczego jest to takie wielkie "cos" bo przeciez to tylko ciasteczka. Mylilam sie, bo owe ciasteczka sa dostepne kazdego roku TYLKO w lutym, od 3 lat mozna je zamowic rowniez online ale najczesciej kupno wyglada tak,ze sklada sie zamowienie u skautow odpowiednio wczesnie i czeka sie az do lutego gdy ciasteczka beda dostepne. Zdarza sie tez spotkac skautki ze stolikiem przy wejsciu do marketu spozywczego badz galerii handlowej lecz ja widzialam taki stolik tylko raz.
W tym roku Ciastka obchodza 100 rocznice i by to uczcic specjalnie stworzone zostaly ciasteczka typu s'mores (s'more jest to pianka marshmallow roztopiona nad ogniem polozona na kawalek czekolady pomiedzy dwoma herbatnikami), wiec od tego roku jest dostepne juz 12 rodzajow ciastek (z czego 3 rodzaje sa weganskie!)



Nie jadlam (jeszcze ;) ) wszystkich ciasteczek, ale te,ktore dane mi bylo sprobowac sa PRZEPYSZNE, nie da sie poprzestac na jednym ;) koszt takich ciasteczek to $4 za kartonik (najnowsze, s'mores kosztuja $6 od kartonika) lecz sa one warte swej ceny. Bedac juz przy pieniadzach na oficjalnej stronie Girl Scout przeczytalam, ze zarobione pieniadze pozwalaja dziewczynkom wyjezdzac na obozy i zdobywac nowe doswiadczenia.
 Ponizsze zdjecia pobralam z google images, przedstawiaja one jak wygladaja zapakowane ciastka! Az sie zrobilam glodna!




post troche inny niz zazwyczaj ale mam nadzieje,ze sie spodobal ;)
do nastepnego!

środa, 22 lutego 2017

Wizyta na pogotowiu

Post mialam w planach napisac juz dawno temu ale stwierdzilam,ze opisze wszystko,gdy sprawa bedzie juz zakonczona, tak wiec po ponad 4 miesiacach pojawia sie dzisiejszy post.

Jak sam tutul mowi podczas mojego au pairkowania niestety dane mi bylo odwiedzic pogotowie ratunkowe. Przytocze Wam dzis, co mi sie stalo oraz koszt jaki za to ponioslam.

Dnia 7 pazdziernika razem z moja hostka i Jesse poszlismy na backyard by Jesse mogl sie pobawic. Korzystajac z okazji ze dziecko bylo zajete zabawa w piaskownicy zaczelam pracowac w ogrodzie, wyrywanie chwastow itp, po chwili przylaczyla sie do mnie moja HM. Stwierdzilysmy, ze przeniesiemy pine straw (sa to wysuszone igly sosny, bardzo popularne w tutejszych ogrodach) ktore powiazane w mini snopki lezaly obok hustawki. Nie okazalo sie to dobrym pomyslem, bo pomiedzy snopkami bylo gniazdo yellow jackets (odmiana os, pochodzaca z Europy, (w ktorej wiecej nie wystepuja) zamieszkujaca polnocna Ameryke, poludniowa Afryke, Nowa Zelandie i wschodnia Australie). Wikipedia charakteryzuje owe owady jako "bold and aggressive, and can sting repeatedly and painfully if provoked" (odwazne i agresywne, moga zadlic bolesnie i wielokrotnie jesli zostana sprowokowane). Niestety My naruszajac ich gniazdo sprowokowalysmy je do ataku. Nie wiem teraz jak to wszystko opisac, bo wszystko sie dzialo tak szybko. Pamietam tylko, ze w sekunde zlapalam Jessego i trzymajac go bieglam do domu zaraz za HM. Dwa, przyczepione do naszych ubran owady wnioslysmy do domu ale po chwili zostaly one zabite. Gdy juz uznalysmy, ze jestesmy bezpieczni zaczelo sie ogladanie, kto zostal pokaszony. Na szczescie Jesse i hostka byli cali i zdrowi za to ja zostalam ukaszona kilkukrotnie, raz w reke (wewnatrzna strona reki, pomiedzy lokciem a nadgarstkiem) oraz kilka razy w noge (zaraz pod posladkiem) a, ze jestem alergikiem na jad wiekszosci owadow wizyta na pogotowiu byla konieczna, takze szybkie pakowanie sie do auta i jazda. 
Zostalam przyjeta po jakis 10 minutach od dotarcia na miejsce, zaraz po tym jak moja HM wypelnila dokumenty, gdyz ja nie bylam w stanie. Zaczelo sie od badania cisnienia, ktore mialam wtedy 180/150 i podania mi kilku lekow przez wenflon. Na pogotowiu lacznie przebywalam okolo 4 godzin 30 minut. Zostaly mi podane 2 lub 3 (nie moge sobie przypomniec) zastrzyki na paczatku, pozniej dostalam kolejne dwa, cisnienie sprawdzono mi trzykrotnie. Dwukrotnie przyszedl lekarz, raz obejrzal moje ukaszenia a drugi raz tylko zapytal stojac w progu drzwi jak sie czuje a takze kilkukrotnie weszly pielegniarki. Koniec koncow o 3pm moglam opuscic szpital.

Koszt? Tym bylam wlasnie najbardziej przerazona, bo slyszalam wiele opowiesci o tym, jak to tutaj dziala. Rachunki dostalam po jakims miesiacu od wizyty w szpitalu, jeden na $1256.25 i drugi na $790.00. Skontaktowalam sie z ubezpieczalnia,ktora kazala mi przeslac do nich wypelniony dokument z moimi danymi, o tym co sie stalo i kiedy a takze rachunki ze szpitala.
Pomimo tego,ze wykupiam rozszerzone ubezpiecznie to ubezpieczalnia nie chciala pokryc calosci i koniec koncow musialam zaplacic $500 , bol niesamowity, ale ciesze sie,ze zyje!
Cala sytuacja trwala tak dlugo, bo z ubezpieczalna kontaktowalam sie 3 razy!! Raz, jak juz wspomnialam by dowiedziec sie, co musze zrobic, drugi raz powiadomic ich,ze wszystko przefaksowalam (co pani tam pracujaca potwierdzila,ze otrzymala) , trzeci raz dzwonilam gdy chcialam sie dowiedziec dlaczego po raz kolejny otrzymalam wezwanie do zaplaty (okazalo sie,ze moich dokumentow "nie dostali" a gdy powiedzialam, ze jakis czas temu kobieta podczas rozmowy telefonicznej potwierdzila, ze dokumenty dostala to stwierdzili ze moje faksy "zostaly zgubione" i musialam faksowac wszystko jeszcze raz! Jakas kpina!!)

Na szczescie wszystko skonczylo sie dobrze, po wyjsciu ze szpitala musialam brac leki jeszcze przez kilka dni i nosic ice pack tak dlugo jak dlugo bedzie utrzymywac sie opuchlizna,ktora z reki zeszla mi po 4 dniach ale z opuchnieta noga meczylam sie dobrze ponad tydzien, bolalo mnie caly czas, bo miejsce to bylo twarde jak kamien, ciezko mi bylo siedziec, gdyz opuchlizna byla zaraz pod posladkiem, nawet przy chodzeniu odczuwalam duzy dyskomfort.

Zakoncze post dwoma zdjeciami ze szpitala ;) Jesse ma guza a na nim siniaka na srodku czola wlasnie ze wzgledu na ta akcje, bo zaraz jak wbieglam z nim do domu moja hostka chciala zamknac za nami drzwi, by rój os nie dostal sie do srodka i jakos tak wyszlo, ze nie wiem, ktora z nas (a moze drzwi?) popchnely Jessego na krzeslo i biedaczek sie uderzyl ;(



oby mi sie wiecej taka przygoda juz nie powtorzyla ;)

czwartek, 16 lutego 2017

Walentynki

Dziejszy post bedzie nieco inny, bedzie odbiegal od operkowej codziennosci czy wyjazdow, dzis napisze troche o moich tegorocznych Walentynkach i nie tylko ;)

Nigdy nie celebrowalam dnia zakochanych, ani nie mialam z kim w sumie ani nie bylam fanka tego swieta, nadal nie jestem, bo w Ameryce jest ono obchodzone z wielka przesada (to moje zdanie, nie musisz sie z nim zgadzac). Kazdy kazdemu mowi "Happy Valentines Day", nie zaleznie od tego jaka wiez laczy Cie z osoba, czy to kolezanka badz kolega, ciotka, corka a moze sasiadka. Dawanie prezentow nie tylko swojej drugiej polowce a takze dzieciom tez jest czyms normalnym, w szkole dzieci musza dac walentynki kazdemu koledze i kazdej kolezance z klasy, gdzie ja pamietam walentynke dawalo sie swojej sympatii, oprocz tego kazde dziecko musi wykonac pudelko na kartki lub slodycze,ktore dostanie od innych osob z klasy, w tym roku Ava zazyczyla sobie glowe psa z gry Minecraft i takie tez pudelko z HM zrobilam, koniec koncow tego pudelka nie uzyla i wykonala inne. Troche nie rozumiem idei swietowania Walentynek w taki sposob, bo to przeciez swieto dla zakochanych, czyli dla par, narzeczenstw i malzenstw no ale kazdy moze postrzegac to inaczej i kazdy ma prawo swietowac Walentynki tak jak mu sie podoba.
14ego lutego z rana moja hostka zaskoczyla wszystkich domownikow, bo kazdy dostal jakies slodkosci, walentynke a takze mial na drzwiach do swojego pokoju przyklejone piec serduszek, gdzie kazde z nich zawieralo jakas ceche, ktora charakteryzuje te osobe, bylo to np cos smiesznego badz bardzo milego, na moim jednym serduszku bylo napisane "really loves ketchup" :)

Ja za to upieklam ciasto w ksztalcie serca, przyozdobilam rozowym kremem i truskawkami. W sumie upieklam takie dwa, jeden dla HostRodzinki a drugi dla Przemka ;) nieskromnie powiem,ze bylo pyszne. Bedac poza domem wieczorem dostalam wiadomosc od hostki ze zdjeciem ostatniego malego kawaleczka i podpisem "delicious" ;)



Z Przemkiem ustalilismy, ze nie robimy sobie prezentow, bo zadne z nas nie lubi wymyslac, co by tu komus dac a nie chcielismy dawac sobie czegos niepotrzebnego. Koniec koncow on dostal to ciasto a ja dostalam najpiekniejsze 24 czerwone roze.
Do restauracji chodzimy czesto wiec tego dnia powiedzialam,ze chce zostac w domu i zamowic pizze (jego mina bezcenna ;) ), pokusilabym sie o miano jednej z lepszych jakich jadlam :) moze tez temu, ze od dawna chodzila za mna pizza i mialam ogromnego smaka na nia :)


Powiem Wam,ze mam najcudownieszego mezczyzne na swiecie. Nie przez to, ze wie jak uwielbiam kwiaty i mi je czesto kupuje tylko przez to jaki jest na codzien. Zycze kazdej kobiecie by przy swoim boku miala tak milego, troskliwego i kochanego faceta. Jest wiele cech, ktore moglaby mu przypisac lecz nawet zrobienie dlugiej listy nie wyrazi do konca to jaki on jest. Czuly, delikatny, lojalny, przyjacielski, potrafiacy sluchac, dobroduszny, pogodny, wyrozumialy i przede wszystkim cierpliwy... Jestem szczesciara,ze trafilam na taka wlasnie osobe.


Zycze Wam duzo milosci, nie tylko 14ego lutego ale i caly rok!

czwartek, 2 lutego 2017

18 miesiecy!

Zanim napisalam tytul dzisiejszego postu musialam sie zastanowic ile to wlasciwie jest juz miesiecy ;)
18 miesiecy, 1,5 roku...

Chcialam w styczniu wrzucic jeszcze jeden post ale nie mialam i nie mam weny, ostatnie kilka tygodni nie bylo moim czasem... passa niepowodzen, problemow i gorszych dni przyszla, i nie chce odejsc.
Nie chce pisac za duzo, bo bedzie zbyt negatywnie, ponuro i smutno. Nie chce byc przez Was postrzegana jako osoba,ktora ciagle narzeka, ale jedyne o czym marze to wsiasc w samolot i przytulic sie do mamy i przyjaciolek ;(

Dosc marudzenia, lepiej popatrzcie na zdjecia moich dzieciakow!

 Ava ma swoj fairy garden a Jesse jej tam zawsze sie psoci i przestawia :)
 Jesse udawal, ze chrapie i musialam go buziakiem obudzic - taka nasza zabawa ;)

 3 godziny meczylam sie by polozyc go spac na drzemke, nie chcial! Wiec sie poddalam, posadzilam na kanapie z mysla zrobienia mu jedzenia a on zasnal ogladajac bajke w kilka minut! Normalnie bym sie zezloscila ale jak mozna sie zloscic majac taki widok ? :)
 tutaj kazal sie swojej mamie polozyc spac z jego "babies" :)






 Bylam tez ostatnio z chlopakami na motorach, ale jednak to nie dla mnie ;)
tutaj zdjecie w drodze na wrotki! 
nikt sie nie polamal na szczescie :)

do nastepnego!

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Wypad do "World of Coca-Cola"

 Jednym z najbardziej rozpoznawalnych znakow Atlanty jest potocznie zwane muzeum Coca-Coli a wlasciwie "WORLD OF COCA COLA". 
W koncu, bedac 16 miesiecy w Atlancie odwiedzilam owe miejsce (post pisany z ponad miesiecznym opoznieniem :) )
 Bilety sa stosunkowo tanie, bo $16 nie mozna nazwac jakas wygórowana kwotą ;)

Historia tego najbardziej rozpoznawalnego na swiecie napoju jest raczej powszechnie znana,ale chetnie przytocze jej skrocona wersje.
Pierwsza receptura na bazie orzechow koli i lisci koki zostala stworzona przez farmaceute z Atlanty, poczatkowo napoj byl sprzadawany jako lekarstwo lecz teraz napój z zmienioną receptura jest ogolnodostepny na calym swiecie.

Wycieczke po muzeum zaczyna sie od krotkiego opowiedzenia historii, wymienienia ważnych nazwisk i delektowania sie darmowa butelka Coli, ktora dostaje sie przy wejsciu. 
Nastepnym przystankiem jest sala kinowa gdzie puszczony zostaje film "Moments of Happiness". Dziewczyna,ktora byla naszym przewodnikiem zazartowala czy wszyscy mamy chusteczki na wypadek uronienia lez podczas ogladania, lecz ja sarkastycznie pomyslalam tylko "no, na pewno bede plakac na filmie o napoju" ale... poplakalam sie! Moze nie do konca byl to placz ale wzruszylam sie az dwa razy i czulam kilka lez splywajacych po moich policzkach ;)
Po filmie przeszlismy do okraglego pomieszczenia ktore imitowalo szklanke a projektory i dzwieki sprawialy,ze szklanka sie napelniala, po to by na koniec tego mini pokazu zobaczyc sejf, w ktorym trzymana jest receptura CocaColi. 
Nastepnym miejscem, do ktorego nas skierowali byla wystawa pokazujaca pierwsze ksztalty butelek, wyglad etykiet i to jak zmienialo sie logo, rozne reklamy czy nawet automaty w jakich mozna bylo dawno temu kupic butelke z napojem.
Kolejnym przystankiem bylo pomieszczenie,gdzie mozna bylo zobaczyc od poczatku do konca proces butelkowania napoju.
Z tego miejsca mielismy kilka mozliwosci co dalej: czekac na polarnego misia - maskotke CocaColi (nie czekalismy); isc do teatru 4D (mega polecam); isc na kolejna wystawe, taka dosc nowoczesna; wejsc do kolejnego teatru (nie weszlismy wiec nie wiem o czym byl film) badz pojsc do miejsca, gdzie mozna bylo probowac najrozniejsze smaki napojow z calego swiata, ktore zaraz przed gift shopem bylo ostatnim przystankiem. 
Wracajac jeszcze do napojow - nasluchalam sie jaki to bede miala ogromny bol brzucha probujac chociaz czesci z tego, co jest oferowane no ale sprobowalam doslownie KAZDEGO napoju i zadnego bólu brzucha nie mialam ;) nie wiem czy mam zoladek ze stali czy to inni sa tak wrazliwi ;) Nie wiem tez czy to tylko z okazji okresu przedswiatecznego ale hostessy rozdawaly CocaCole o smak czekoladownym do sprobowania ;)
Ostatnim przystankiem, tak jak juz wczesniej wspomnialam, byl gift shop gdzie znalazlo sie wszystko z motywem, logiem, kolorem, ksztaltem CocaColi. Poczawszy od magnesow, breloczkow, koszulek, bluz, figurek, pluszakow w ksztalcie misia polarnego, otwieraczy do piwa, poprzez czapki, szaliki, rekawiczki, swiateczne ornamenty na choinke, deski do krojenia, szklanki, kubki, silikonowe akcesoria kuchenne az do pizam, skarpet, kapci domowych, ogromnych butelek z logiem (wielkosci okolo 1 metra), fartuszkow kuchennych, pomadek do ust o smaku i zapachu Coli, ramki do zdjec itd! Nie sposob wymienic wszystkiego, co bylo dostepne w sklepie. 

Podsumowujac powiedzialabym, ze miejsce to nie jest czyms do czego chcialoby sie wracac w kazdy weekend ale jest to takie "must see" raz w swoim zyciu. Okreslilabym to jako interesujace doswiedczenie dla kazdego, nie tylko dla milosnikow tego "szczescia w plynie" ;)

zostawiam Wam kilka zdjec do obejrzenia a takze do uslyszenia!